comawhite blog

Twój nowy blog

kszz kszz

1 komentarz

Ok ok jutro mam półmetek. Wydałam chyba wszystkie pieniądze, jakie mogłam wydać, nie hamowałam się nie chuja i mam nadzieję, że efekty będą. Bo jak nie, to… to nie wiem. Koszaty zeżarły dziś rano bluzkę mojej mamy. Odnajduję w sobie coraz to nowsze symptomy choroby. Od pół roku słucham nina tak bardzo, że każdy kawałek na pamięć znam, że przegonił nin b. poważnie einstuerzende na laście, co to się dzieje? Mój pokój stał się swoistą sauną od kiedy znalazłam na strychu farelkę, która działa tu na okrągło – nie mogę się powstrzymać. Wszystko jest wyżute z uczuć, nijakie, nic mi się nie chce, cały czas imprezuję, potem tego żałuję, potem to powtarzam. Moim ulubionym zajęciem jest słuchanie get down make love, physical i closera, darcie się przy tym w niebogłosy i spodobał mi się „Pan Tadeusz”.

tak-tak

Brak komentarzy

Tak, bo coś mi się miesza w głowie. Ten nin z niej wyjść nie może, chodzi tam i chodzi, na winampie też siedzi i kocham coraz bardziej tego nina. I wisi bilet z Bratysławy na tablicy mojej pamiątkowej obok biletu Placebo i Die Toten Hosen i Świetlików też i mi smutno, że trwało wszystko krótko tak. Jedząc czekolatę z almondami i rodzynkami czuję, jak mi brzuch z bólu rozrywa i piszę tę notkę pełną podkreśleń, bo mój fajerfox ma słownik chyba niebardzo polski.
Propo fajerfoksa, mam cudowną stronę główną guglową prywatną i jest cudownie, bo codziennie przychodzi nowy Garfield i mam nowości z ninowej strony i zalogować się też na majspejsa mogę. O, chyba właśnie znalazłam słownik polski na fajerfoksie.
I rok szkolny się zaczął, co jak na razie przyniosło mi jakąś tam werwę do nauki i jakiegoś tam plusa z biologii, jak na razie podoba mi się.
Palę różowe irysy.
Pojutrze jadę do Herne, właściwie to na zakupy. Po sukienkę na półmetek, buty na półmetek, spodnie nie na półmetek, torbę nie na półmetek i kurtkę. Zobaczymy.

Chyba zostałam ostrym maniakiem, postanowiłam olac, że pierdolę głupoty i pochrzanic sobie coś jeszcze. Moja maniakalnośc podoba mi się bardzo, owocem jej jest ciągłe oglądanie serii „Karoli” i innych wytworów „Za Chwilę Dalszy Ciąg Programu” czy też „Komicznego Odcinka Cyklicznego”, co mi pomaga… nie wiem. A co do Wielkiej Wyprawy, to jestem teraz w Gorzowie u tych dwóch Pałek, jest śmiesznie i chyba nie chcę wyjeżdżac. Urządziłam się tu jak w domu – leci Nin, piszę notkę na bloga, śpię w łóżku szpitalnym, bo brat Piotrka ma pokój z tym łóżkiem i czaszką ludzką na biurku. Dzis zmarnowałam sobie wewnętrzne udo lewe dziurą w rajstopie czyli obtarciem i bąblami pod stopami, bo tu każą chodzic i kurcze łapią mnie niemiłosiernie, jest fajnie. Całe wakacje są fajne, tylko tego praskiego Nina żałuję, bo moim zakochaniem okazał się ostatnio Trent Reznor, moje ponowne odkrycie, że jest boski nastąpiło parę miesięcy temu i tak mi już zostało. I Patricka kocham och jak ja kocham Patricka! O i wydaję pieniądze, to chyba też pod chorobę jakąś podpiąc można będzie, skoro już te choroby umysłowe wymieniam swoje. Yhmy. Myślę, że mam po prostu jakąś urojoną ciążę, bo marudzę też jeszcze bardziej niż zwykle i to trochę się innym nie podoba, a mi owszem, tyle że nikt mnie nie słucha nawet kiedy próbuję coś normalnie powiedziec. Na hunterfeście nie byłam, bo trzoda, na openera nikt zabrac mnie nie chciał, także przez to trzoda, ale jakoś mnie to nie interere, mam nową książkę Świetlickiego, jadę na łudstok, już nakazałam tej garstce moich dzieciaków jechac ze mną, no to wio. A moją ulubioną częścią doby są te 5 minut przed zaśnięciem, czasem to przechodzi w pół godziny, kiedy tak sobie leżę, pachnę zchemikalizowaną (czy istnieje takie słowo?) truskawką i myślę o.

Ajjj!

Brak komentarzy

Moje życie nie zmienia się wcale, a dzieje się w nim cały czas coś. Zastanawia mnie… czemu kiedy dzieje się coś fajnego, musi zrobić się człowiekowi naraz… smutno… tak jakoś nieprzyjemnie, bez poczucia sama nie wiem czego. Ta-ak. Nie wiem, może to już mówiłam, ale nie umiem pisać bloga. Nie potrafię opowiadać, wszystko wydaje mi się kiczowate, niepotrzebne i… no, to przede wszytskim – głupie. Nie umiem ułożyć zdania na tego zasranego bloga, żeby czuć się z niego dumna, nic mi się tu nie podoba. Chcę, żeby ci, którzy się nie odzywają, odezwali się, a ci, którzy powinni się zamknąć, zamknęli się i tyle, i nie będę musiała tego pisać. Sama nie wiem, czy piszę to dla siebie, czy dla ludzi. Niby dla ludzi (kretynem jest ten, który sądzi, że bloga prowadzi dla siebie – ej sorry, to po co go prowadzi? Niech sobie zeszyt kupi albo na wordzie coś opisuje), ale… to już mi chyba po prostu w krew weszło. Tyle że… mam dużo do opowiedzenia, ale cokolwiek bym nie opowiedziała, ktoś mógłby być zły, albo, albo… sama już nie wiem. Idę spać, to chyba sensowne zajęcie?

mahna mahna

1 komentarz

Oho, zakochałam się w Kermicie! Tak pozytywnie jest, że nie wierzę w to, że nie zdam do nastepnej klasy, co groźbą realną się staje. I obrastam w pluszaki, to chyba powoli zaczyna się przeradzać w chorobę. A jutro jest koncert, mam nadzieję, że wreszcie będzie fajnie, bo ostatnio moje wyjścia wieczorne kończyły się zupełnym fiaskiem, może zacznie być ok? Ok.
I combichrist lubię, i słucham na zmianę z mapetami. Moje trzy koszaty mają już trzecią klatkę, tej chyba nie przegryzą, coś się złego w Ich obozie dzieje – Vincent z Kermitem chyba spiskują na Markusa, zupełnie nie wiem czemu, nie chcą Mu jeść dać. Chyba niedługo zostanę koszacią mamą :)

Sprawy się zmieniają, jedne kończą, inne zaczynają, trzecie to ja już nawet nie wiem co. Mój stosunek do ludzi się zmienia – w ogóle i szczególe, jedne rany mi się na serduszku otwierają, inne zasklepiają w nieoczekiwanie szybkim tempie, zastanawiam się i… mimo opłakanej sytuacji (poprawka z historii i inne perypetie szkolne, niemożność dogadania się z niektórymi) jestem właściwie szczęśliwa jak skowronek i to jest najgorsze – przez to nawet nie chce mi się polepszać sytuacji, bo po co, skoru czuję się ok?
Mam drugiego Koszata, chyba Vincent po Vincencie z „Vincenta”, na razie się oswaja, ale wczoraj dał się ładnie złapać. W sumie gdyby nie to, że Markus cały czas się łasi, a tamten ucieka, nie rozpoznawałabym Ich.
I mam nowe miłostki muzyczne – Danny Elfman z mało znanego stał się znany i to bardzo, Mindless Self Indulgence z nieznanego stało się… hm, pewnie tylko przelotną miłostką. Ale fajnie jest.
I, jak się łatwo domyślić po Dannym Elfmanie, kocham się w Timie Burtonie – w jeden dzień obejrzałam „Miasteczko Halloween”, „Gnijącą Pannę Młodą”, „Charliego i Fabrykę Czekolady” (to akurat po raz chyba 50.) i „Vincenta”. Wszystko to mistrzostwo, no, może oprócz drugiego.
Chyba niedługo wypadną mi włosy, ale może do tej pory już zwariuję i nie będzie mnie to obchodziło, cześć.

Obejrzałam „obłęd” z boskim Adrienem i jestem wniebowzięta, chociaż stosunku do filmu jeszcze nie mam, a co mi tam. A później obejrzałam Adriena Monka i po prostu wniebowstąpiłam, taki to dziś dzień Adrienkowy. Jestem rudo-czarna, ale podobno wyblakłam, muszę poprawić. Mam nowego komórka i jakoś jeszcze nie zapałałam do Niego macierzyńską miłością, tak ostatnio smutno to moje życie mija, bez przywiązywania się do rzeczy, tak sobie to wszystko olewam i chyba mi brakuje tego fajnego czegoś w czym kiedyś byłam dobra, chyba polotu? Za to nowa płyta Patricka jest świetna, i świetny jest Fiddler on the roof, i świetne są „dzieje Tewji Mleczarza”, sporo tej świetności w moim życiu, chyba jestem nazbyt zachwycona. A jutro czekaja mnie testy na alergię i już sie nie mogę doczekać, chociaż obawiam się, że mnie nie zaakceptują z racji mojego przeziębienia. A potem idę do dr Gutowskiej co to mi napisze skierowanie to chirurga. Na kolanko. O. Wpadłam w wir allegrowy, czegoś takiego to ja jeszcze nie widziałam! Tyle TYYYLE zamówień poskładałam, aż mi głupio na tę pocztę teraz chodzić, TYLE po prostu! Ale kiedy będą paczki? Czekam… tęsknię… przypinki z Patrickiem będą! I kocham lasta. I wybiło mnie z rytmu, sajonara.

Z przykrością muszę stwierdzić, że jestem pojebana. Nie lubię już siebie, jestem skretyniałą kretynką i do tego najczęściej pijaną, pfff, żałosne. Dziś jadę na wesele siakieś co to mnie średnio interesuje, co mi tam – przynajmniej ładnie wyglądać będę, trza sobie pomagać. A kaca mam taaakiego. Chyba bardziej moralnego niż normalnego, nie wiem zresztą czemu, podobno normalna byłam, sama zresztą pamiętam. Za to to, co mi się śniło niechaj pozostanie pomiędzy mną a mną i ten moralniak chyba za ten sen jest. I za to, że nie kremuję dłoni i mi pękają. I że nie czeszę włosów. Jebłam sobie opis „ty kretynko” i jestem z Niego dumna, tak sobie lukam co chwila z dumą, to chyba jedyne, co mnie dziś cieszy, chcę wrócić do łóżka, a to takie niemożliwe… aż do nocy późnej. Muszę w ukryciu przez rodziną uzupełniać płyny, chyba nieźle się w tym wyćwiczyłam, nawet zignorowałam jakoś fakt, że mi się śniły kartony soku „costa” wszystkie smaki, budzę się, a tu woda wypita, co za życie. Co tam. Notka bez akapitów.

erase me

3 komentarzy

Hm hm chyba wyszło na to, że dziś w dole sobie jestem. fajnie było wczoraj i przedwczoraj i przed przedwczoraj, a dziś z nikim się nie widziałam (a może po prostu nie zapaliłam fajorka?) i czuję się oj źle. Mam manię taką, że wszyscy są przeciwko mnie itd., nie wiem, o co mi chodzi, wydaje mi się że mi przejdzie szybciej niż poszło cóż. W każdym razie dzisiaj się nie poznaję, a może poznaję i to za bardzo? W sumie co za różnica.
Całoskalowy powrót do Neubauten. To jest moja życiowa laff i nic tego nie zmieni, no cóż… nawet Patrick… Albo lubię jeszcze nin ostatnio bardzo mocno i dth, mam taki mały back to the primitive ale bez soulflya – to definitywnie poza mną, gdzieś w dzieciństwie się zapodziało tęsknić nie zamierzam.
Chyba mi coś się z dłońmi dzieje – skóra złazi, pęka, to boli a już o tym jak wygląda wolę nie wspominać. Używam maści z witaminą a ale chyba trochę za rzadko.
Zostałam pełnoetatową alkoholiczką, nawet muszę za ten przywilej/piętno płacić; policja nas złapała w sobotę na alkoholu w miejscu publicznym (czyli na jakimś zadupiu) i połowie towarzystwa powlepiała mandaty (na szczęście mi nie, bo nie mam tych no… lat) i wiszę policji (czy raczej Deksterowi) 50 złotych. Nawet je wczoraj skombinowałam, ale poszły tego samego dnia nawet nie wiem na co i b. mnie to ciekawi.
Ha a najpiękniejsze było to, jak na wczorajszym koncercie zobaczyłyśmy z Magdaleną wśród wielkich punkowców małą i ewidentnie dyskotekową Anię Orzeł. Może nie dyskotekową, a… hm, to trza zobaczyć.
Co do prezentów to nie mam i nie wiem co zrobić. Znajomym kupuję opakowanie merci i niechaj się dzielą.
Dobranoc.

rym-cym-cym

1 komentarz

Zainteresowana w ostatnich czasach jedynie komputerem i posiadaniem samopoczucia dobrego jestem. Co tam nauka, chyba że polski, co tam znajomi, chyba że Magda, takie tam.
Już mnie nawet siebie ubieranie tak nie kręci, jak to w zwyczaju bywało, że jakoś tak to dla mnie ciekawe było; ostatnio wyglądam tak samo, chyba źle, skoro ludzie myślą, że jestem emo.
Nawet mnie nie zabolało, no, może troszkę, kiedy zobaczyłam tę małą ilość utworów na winampie w nowym komputerku i przypomniałam sobie, co miałam jeszcze dwa miesiące temu – imperium mptrójkowo-mpegowe.
I zaspałam cały dzień; właśnie wstałam do życia, a tu w sumie kłaść się trza.
Obkupiłam się w leki – przeciwbólowe, przeciwstresowe, chociaż tych stresów to chuja ja tam mam.
Koszatnik chowa się świetnie, właśnie sobie przypomniałam, że nie dostał pić, tak więc… znikam.


  • RSS